Siatka połączeń lotniczych nie zawsze pozwala na znalezienie interesującego nas lotu bezpośredniego z punktu A do punktu B. W takim przypadku pasażerowie zmuszeni są do przesiadki na inny lot na pewnym odcinku swojej podróży. Oczywiście nawet dla często podróżujących ponowne odprawy bagażowe mogą być stresujące, zwłaszcza że zazwyczaj podróżni starają się skrócić czas przebywania na lotnisku przesiadkowym, planując dalszy lot w najbliższym możliwym terminie.

Rozwiązaniem są oczywiście loty łączone, a zatem takie, gdzie z góry kupujemy bilet uwzględniający konieczność przesiadki i kontynuowania podróży innym samolotem do miejsca docelowego. „Miejsce docelowe” oznacza miejsce lądowania określone na bilecie przedstawionym na stanowisku kontrolnym lub, w przypadku lotów łączonych, miejsce lądowania ostatniego lotu. W przypadku lotów łączonych podróż zaczyna się zatem w chwili przekroczenia punktu kontrolnego na pierwszym lotnisku, a kończy w chwili dotarcia do ostatniego punktu podróży, bez względu na ilość przesiadek.

Oczywiście każdy, kto korzysta z transportu lotniczego, a także możliwości, jakie dają loty łączone ma świadomość, iż często na przesiadkę jest naprawdę mało czasu. Jeśli samolot przyleci punktualnie, nie stanowi to problemu, a wręcz udogodnienie. W szczególności, że przewoźnicy na ogół zapewniają specjalne warunki odprawy. Gorzej jednak, jeśli samolot dociera do punktu przesiadkowego z opóźnieniem, a ten, do którego mieliśmy się przesiąść, już odleciał. Pasażerowie, którym zdarzyło się utknąć na lotnisku przesiadkowym i dotrzeć do miejsca podróży na przykład dzień później, często zdają już sobie sprawę, że mogą dochodzić odszkodowania. Schody zaczynają się jednak, gdy w odpowiedzi na zgłoszone roszczenie przewoźnik odpowiada, iż co prawda lot z punktu A do B był opóźniony, ale ledwie godzinę, co nie upoważnia pasażera do ubiegania się o odszkodowanie. Z kolei lot z punktu B do C odleciał punktualnie. Podobnie jak lot na tej samej trasie dzień później. Wychodzi więc na to, że co prawda pasażer dotarł do miejsca docelowego z 24-godzinnym opóźnieniem, ale w rzeczywistości tylko pierwszy lot był opóźniony o godzinę. Absurd, prawda?

Na szczęście lotów tych nie można dzielić, o ile mamy do czynienia z lotem łączonym. Należy zatem wykazać, iż wynikłe opóźnienie stanowiło następstwo działania lub zaniechania przewoźnika, a następnie dochodzić wypłaty należnego odszkodowania.