Do niedawna gry planszowe kojarzyły się wyłącznie z niezbyt skomplikowaną rozrywką, opartą na przesuwaniu po planszy pionków o wskazaną na kostce ilość pól. Tymczasem zdecydowana większość obecnych planszówek to rozbudowane i świetnie skonstruowane gry towarzyskie, a sama branża przeżywa właśnie intensywny rozkwit, co zaobserwować można nie tylko po ilości nowych sklepów i salonów, oferujących gry planszowe, ale i po ilości wystawców na różnego rodzaju targach i konwentach tematycznych. Warto zatem pochylić się nad formą ochrony, przyznaną tego rodzaju utworom.

Gra planszowa, której można przypisać wszystkie cechy utworu w rozumieniu prawa autorskiego, podlega takiej samej ochronie, jak każdy inny utwór plastyczny. Ochrona przysługuje zatem twórcy bez konieczności spełnienia przez niego jakichkolwiek formalności. Chodzi tu zatem o prawa osobiste, jak na przykład autorstwo utworu, ale przede wszystkim, co zrozumiałe, o prawa majątkowe, których ekonomiczny charakter pozwala twórcy na czerpanie korzyści ze swojej pracy. Rzadko kiedy jednak gra jest wynikiem pracy wyłącznie jednej osoby. Trzeba przecież zaprojektować i opisać mechanikę rozgrywki, opracować projekt graficzny, czy wreszcie napisać scenariusz. Z tego też powodu warto przypomnieć, iż współtwórcom przysługuje prawo autorskie wspólnie. Domniemywa się przy tym, że wielkości udziałów poszczególnych twórców są równe. Domniemanie to można obalić, czyli udowodnić, iż jeden ze współtwórców miał większy wkład twórczy w powstanie utworu, niż inny, a co za tym idzie, przysługuje mu chociażby prawo do większego wynagrodzenia.

Każdy ze współtwórców może wykonywać prawa autorskie do swojej części utworu mającej samodzielne znaczenie, bez uszczerbku dla praw pozostałych współtwórców, jednak nie ma prawa dysponować całym utworem. Oznacza to, w dużym uproszczeniu, że twórca, który stworzył grafiki poszczególnych postaci może je upublicznić w formie plakatów (chyba, że co innego wynika z zawartej umowy), jednak nie może sprzedać samodzielnie całej gry, będącej wynikiem pracy wszystkich współtwórców.

Z punktu widzenia twórców najważniejsze jest jednak pytanie, czy inna osoba może powielić ich pomysł i rozpowszechnić grę jako własną. Odpowiedź na tak postawione pytanie nie jest jednak jednoznaczna.

Wynika to z faktu, iż ochroną prawnoautorską objęty może być wyłącznie sposób wyrażenia, a nie odkrycia, idee, procedury, metody i zasady działania oraz koncepcje matematyczne. Z tego powodu na sklepowych pułkach można znaleźć kilka różnych gier, opartych na budowaniu na wspólnej planszy słów za pomocą posiadanych płytek z literami, czy choćby różne wydania dobrze wszystkim znanego „chińczyka”. Zasady, na których oparta jest rozgrywka, nie są bowiem przedmiotem ochrony. Z kolei wizualizacja gry, co do zasady, stanowi utwór i dlatego nie może zostać zgodnie z prawem powielona. Dotyczy to chociażby wyglądu planszy, opisów kart lub pól, a nawet instrukcji.

No dobrze, a co w przypadku gdy inna osoba powieli nie tylko zasady gry, ale i samą wizualizację, zmieniając ją tak, by nie była identyczna z grą pierwotną, jednak nie na tyle, by całkowicie zatrzeć podobieństwo? Cóż, opracowanie cudzego utworu, takie jak tłumaczenie, przeróbka, czy też adaptacja, jest przedmiotem prawa autorskiego bez uszczerbku dla prawa do utworu pierwotnego. To znaczy, że twórca takiej przeróbki nabywa do niej wszelkie prawa autorskie. Na szczęście rozporządzanie i korzystanie z opracowania zależy od zezwolenia twórcy utworu pierwotnego. Z tego powodu każdy może zrobić w domu wierną kopię wielkiego planszowego hitu, jednak nie może jej nie tylko sprzedać, ale i opublikować.