W społeczeństwie informacyjnym pokutuje przekonanie, iż większość dostępnego w internecie kontentu jest darmowa. Dotyczy to zarówno osób fizycznych, które nie widzą nic zdrożnego w wykorzystaniu znalezionych w sieci zdjęć do własnych potrzeb, jak i – co dużo bardziej niepokojące – przedsiębiorców, korzystających z grafik i obrazów, pozycjonowanych w przeglądarkach internetowych, do celów reklamowych. Przekonanie to oparte jest na błędnym założeniu, iż skoro dostęp do jakiegoś materiału jest powszechny, oznacza to, iż jest on darmowy. Co ciekawe, ci sami przedsiębiorcy zgodnie przyznają, iż użycie przez obcą osobę należącego do nich samochodu, który został zaparkowany przy chodniku z kluczykami w stacyjce, stanowi naruszenie ich prawa własności. A przecież, stosując analogię, do pojazdu dostęp również był powszechny i prosty. Tymczasem otrzymanie wezwania do zaprzestania naruszeń autorskich praw majątkowych traktują jako potwarz i próbę wyłudzenia.

Przypomnijmy, iż jeśli ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych nie stanowi inaczej, twórcy przysługuje wyłączne prawo do korzystania z utworu i rozporządzania nim na wszystkich polach eksploatacji oraz do wynagrodzenia za korzystanie z utworu. Publiczne udostępnienie przez twórcę utworu w sieci nie jest równoznaczne z udzieleniem jakichkolwiek licencji (zgód) na korzystanie z niego. Ochrona przysługuje twórcy niezależnie od spełnienia jakichkolwiek formalności. Nie musi on zatem, wbrew powszechnemu mniemaniu, zamieszczać pod utworem, lub bezpośrednio na nim, jakichkolwiek ostrzeżeń o przysługujących mu prawach i ochronie, znaczka ®, czy warunków ponownego wykorzystania. Zarówno poczynienie takiej wzmianki, jak i zaniechanie takiego działania, nie ma żadnej doniosłości prawnej.

Roszczenia z tytułu naruszenia autorskich praw majątkowych mogą być całkiem dochodowe dla twórcy lub właściciela. W sieci znaleźć można wiele stron internetowych, zawierających setki różnej jakości i wartości estetycznej zdjęć, które pozycjonowane są jako grafika w wyszukiwarkach internetowych i wyświetlane w powiązaniu z wpisaną frazą wyszukiwania. Nie są jednak darmowe (stockowe), choć ich pobranie zwykle nie wymaga nawet przeniesienia się na stronę, na której zostały pierwotnie opublikowane wraz z wygórowaną ceną licencji. Niestety, niektórzy twórcy mają tego świadomość i wykorzystując powyższy fakt braku znajomości przepisów prawa, jak i funkcjonowania przeglądarek internetowych, jako pretekst dla kierowania do przedsiębiorców przedsądowych wezwań do naprawienia wyrządzonej szkody poprzez zapłatę sumy pieniężnej w wysokości odpowiadającej dwukrotności, stosownego wynagrodzenia, które w chwili jego dochodzenia byłoby należne tytułem udzielenia przez uprawnionego zgody na korzystanie z utworu;.

I, co do zasady, o ile przysługują im autorskie prawa majątkowe, mają rację.

Na szczęście w większości przypadków można łatwo obronić się przed zapłatą wysokiego odszkodowania, liczonego w setkach lub tysiącach złotych za pojedyncze zdjęcie. Nie oznacza to jednak, iż łatwo jest uchylić się od odpowiedzialności, a co najwyżej znacznie ograniczyć dotkliwość finansową naruszenia. Z tego też powodu skuteczność dochodzenia naprawienia szkody z tytułu naruszenia autorskich praw majątkowych jest duża, a konsekwencje często nieuchronne wobec niepodważalnej zasadności roszczenia twórcy. Mimo to, wciąż wielu przedsiębiorców stoi na stanowisku, iż kierowane do nich wezwania do zapłaty są całkowicie bezzasadne, skoro wykorzystane przez nich utwory dostępne były „za darmo” w internecie. No cóż, nikt nie spodziewa się Hiszpańskiej Inkwizycji…