Podróżując z Polski na jeden z sąsiednich kontynentów zazwyczaj zmuszeni jesteśmy do przesiadki na którymś zachodnioeuropejskim lotnisku. Większość zorganizowanych wycieczek przewiduje szybką zmianę samolotu, bez konieczności opuszczania lotniska i ponownej odprawy, a co za tym idzie, pominięcie długiego okresu oczekiwania na kolejny start. Pozwala to skrócić podróż do miejsca docelowego nawet o kilka godzin. Niestety, w przypadku opóźnienia pierwszego lotu, pozbawieni jesteśmy szans, by znaleźć się na pokładzie kolejnego samolotu. W przypadku, gdy loty obsługiwane są przez tego samego przewoźnika zdarza się, iż decyduje się on na nieznaczne opóźnienie odlotu, by lądujący z opóźnieniem pasażerowie zdążyli się przesiąść. Tym samym łączne opóźnienie na długiej trasie może sięgać nawet kilku godzin.

Za opóźnienie lotu pasażer może domagać się odszkodowania w wysokości od 250 do 600 euro. Wysokość odszkodowania uzależniona jest od długości lotu – im dłuższy lot, tym wyższe odszkodowanie. W przypadku lotów z przesiadką – tak zwanych lotów łączonych – obowiązują te same zasady, jednak pasażerom często trudność sprawia określenie długości lotu. Jeśli pierwszy samolot przyleciał z opóźnieniem, a do drugiego wsiedli bez żadnego oczekiwania, to czy oznacza to, że odszkodowanie należy im się wyłącznie za ten pierwszy lot? Wszystko zależy od biletu i zawartej umowy.

Opóźnienie samolotu odnosić należy do chwili dotarcia do miejsca docelowego. Samolot, który wyleciał z Warszawy do Nowego Jorku z przesiadką w Paryżu z blisko dwugodzinnym opóźnieniem może dotrzeć na JFK Airport w Stanach Zjednoczonych z opóźnieniem sięgającym czterech godzin, na przykład ze względu na problemy techniczne na lotnisku w Paryżu. W podobnych przypadkach wielu przewoźników tłumaczy, iż żaden lot nie został opóźniony o trzy lub więcej godzin, a tym samym pasażerom nie należy się odszkodowanie. Zdarza się również, iż przewoźnik, powołując się na treść obowiązujących przepisów wskazuje, iż odszkodowanie należy się w przypadku opóźnienia startu maszyny, a nie jej lądowania. Na szczęście nie jest to prawda.

Odmienną wykładnię przepisów zawdzięczamy Trybunałowi Europejskiemu, który bardzo jasno wskazał, iż w przypadku opóźnienia lotu, pasażerowie powinni być traktowani na równi z pasażerami lotów odwołanych, a tym samym należy im się odszkodowanie.

Dla określenia jego wysokości kluczowe jest określenie miejsca docelowego, rozumianego w przypadku lotów łączonych jako miejsce lądowania ostatniego lotu. We wspomnianym powyżej przykładzie miejscem docelowym podróży jest Nowy Jork, a ewentualne opóźnienia na trasie lotu sumują się. Tym samym, jeśli pasażer dotrze do miejsca docelowego z co najmniej trzygodzinnym opóźnieniem, powinien otrzymać odszkodowanie w pełnej wysokości.