Powszechny dostęp do sieci, a także opowieści o grubych milionach, które można zarobić na reklamach nie wychodząc z domu powodują, iż coraz więcej użytkowników internetu decyduje się na założenie bloga lub videobloga. Tematyka? Dowolna. Począwszy od komentarzy na tematy bieżące, poprzez sprawdzone przepisy kulinarne babci Bożenki, po mniej lub bardziej profesjonalne recenzje książek, filmów i gier komputerowych. I to właśnie te ostatnie weźmiemy na pierwszy ogień.

Napisanie dobrej recenzji wymaga w pierwszej kolejności zapoznania się z danym tytułem, wykonania screenów lub nagrania fragmentów gameplayów, wyrobienia sobie pewnej opinii, a następnie przelania jej za pomocą kilku zdań na bloga lub videobloga i okraszenia screenami lub gameplayem. Nakreślony powyżej schemat nie uchronił się jednak od pułapek, zastawionych przez prawo autorskie.

Umówmy się, iż recenzja gry, co do zasady, stanowi utwór (ustalony przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze) i podlega ochronie prawnoautorskiej. Z drugiej jednak strony, ochronie takiej podlega również recenzowana gra, której elementy (zrzuty ekranu, gameplay) również podlegają ochronie. Oznacza to zatem, iż nie można ich użyć? Można, ale z uwzględnieniem pewnych zasad. Z pomocą przychodzi nam tu prawo cytatu, zgodnie z którym wolno przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych utworów oraz rozpowszechnione utwory plastyczne, utwory fotograficzne lub drobne utwory w całości, w zakresie uzasadnionym celami cytatu, takimi jak wyjaśnianie, polemika, analiza krytyczna lub naukowa, nauczanie lub prawami gatunku twórczości. Możemy więc powiedzieć, że cytujemy fragmenty gry komputerowej, którą recenzujemy. Oczywiście pod warunkiem, iż cytat taki jest uzasadniony, na przykład gdy jego przytoczenie wynika z treści samej recenzji. W przeciwnym wypadku nie wyczerpujemy przesłanek skorzystania z powyższego przepisu.

W doktrynie coraz odważniej zaczyna się dyskutować problem videorecenzji, polegających na zarejestrowaniu przejścia całej gry (Let`s play). Cechuje się on bowiem znacznym zachwianiem proporcji pomiędzy powstającym dziełem, a zakresem „cytatu”. Zastanowienia wymaga także, czy wciąż, w każdym przypadku, mamy do czynienia z utworem, co wymaga przeprowadzenia każdorazowej, indywidualnej oceny. W orzecznictwie sądów wyrażany był już pogląd, iż przytoczenie cudzego utworu nawet w całości jest dozwolone, jeżeli następuje w celu określonym w prawie cytatu, przy czym przytaczany utwór musi pozostawać w takiej proporcji do wkładu twórczości własnej, aby nie było wątpliwości co do tego, że powstało własne dzieło. Im zatem większy nakład pracy twórczej videorecenzenta, tym mniejsza szansa na zakwestionowanie zasadności cytowania.

Niestety, nawet barwny komentarz, odpowiednio przygotowana oprawa recenzji oraz właściwy dobór screenów, czy też fragmentów gameplayów nie daje gwarancji, iż zasadność cytowania nie zostanie zakwestionowana. Dozwolony użytek osobisty, do którego należy prawo cytatu, nie może naruszać bowiem normalnego korzystania z utworu lub godzić w słuszne interesy twórcy. Tymczasem negatywna recenzja gry komputerowej może przynieść niekorzystne wyniki finansowe jej producentowi – tym większe, im większy zasięg ma sama recenzja. Na pocieszenie dodać warto jednak, iż pomimo, że kilku producentów próbowało już chronić swoje interesy z wykorzystaniem praw autorskich poprzez uniemożliwienie rozpowszechnienia negatywnej recenzji swojego produktu, to w większości przypadków, pomimo skutecznego zablokowania recenzji, przyniosło to jednak efekt odwrotny od zamierzonego.