Pomimo wciąż niskiej świadomości praw wśród pasażerów lotniczych, dochodzenie odszkodowań z tytułu odwołania lub opóźnienia lotu jest coraz popularniejsze. Zdają sobie z tego sprawę również przewoźnicy, którzy starają się unikać odpowiedzialności za wszelką cenę. Utrzymanie w branży lotniczej jest trudne i kosztowne, nic więc dziwnego, że konieczność wypłaty odszkodowań w wysokości kilkunastu tysięcy euro, a więc połowy kosztów samego lotu, znacznie obciąża budżet przewoźnika. Często zatem w odpowiedzi na zgłoszone roszczenie pasażerowie spotykają się z odpowiedzią, iż przyczyną opóźnienia lub odwołania lotu było wystąpienie siły wyższej, wyłączającej odpowiedzialność linii lotniczych. To prawda, chociaż nie zawsze.

Rzeczywiście, zgodnie z przepisami, odpowiedzialność przewoźnika wyłączona została w przypadku wystąpienia siły wyższej, czyli w sytuacjach, których nie można było uniknąć pomimo podjęcia wszelkich racjonalnych środków, na przykład w sytuacji wystąpienia niedogodnych warunków meteorologicznych lub destabilizacji sytuacji politycznej. Zwłaszcza panujące na lotnisku warunki atmosferyczne stanowią często przesłankę uchylenia się przez przewoźnika od odpowiedzialności. Nie zawsze jednak twierdzenia takie są uprawnione, a przewoźnik może ponosić odpowiedzialność za opóźnienie lub odwołanie lotu nawet w przypadku gdy na lotnisku szalał huragan.

Z sytuacją taką będziemy mieli do czynienia w przypadku tak zwanych lotów rotacyjnych, bardzo popularnych przede wszystkim wśród tanich linii lotniczych. Chodzi o sytuacje, w których ten sam samolot (dla przykładu lot nr 123), ma po wylądowaniu na lotnisku docelowym wysadzić lecących pasażerów, a następnie podjąć nowych i w krótkim czasie ponownie wystartować (jako lot nr 456).

Jeśli z powodu złych warunków meteorologicznych samolot lotu nr 123 nie może wylądować i zostaje, na przykład, odesłany na inne lotnisko, to warunki atmosferyczne nie są przyczyną odwołania lub opóźnienia lotu nr 456. Z punktu widzenia przepisów bez znaczenia bowiem jest fakt, iż dwa różne loty obsługuje ta sama maszyna. To do przewoźnika należy takie zorganizowanie rozkładu lotów, by prawidłowo dokonywać przewozu pasażerów. Pozostawienie zbyt małego marginesu czasowego na ewentualne podjęcie działań, mających na celu zapobieżenie skutkom nie dającego się przewidzieć wcześniej zdarzenia losowego, stanowi tym samym o winie przewoźnika.

Powyższe potwierdził również Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie wskazując, iż przewoźnik powinien rozsądnie na etapie planowania lotu wziąć pod uwagę ryzyko opóźnienia związanego z ewentualnym zaistnieniem nadzwyczajnych okoliczności. W szczególności w celu uniknięcia tego, by każde opóźnienie, nawet nieznaczne, wynikające z zaistnienia nadzwyczajnych okoliczności nie prowadziło w nieunikniony sposób do odwołania lotu, rozsądny przewoźnik lotniczy powinien rozplanować su/e zasoby we właściwym czasie, w celu dysponowania określoną rezerwą czasu, aby być w stanie, w miarę możliwości, wykonać rzeczony lot po ustaniu nadzwyczajnych okoliczności. Jeżeli w takiej sytuacji przewoźnik lotniczy nie dysponuje z kolei żadną rezerwą czasu, nie można uznać, iż podjął on wszystkie racjonalne środki.

Warto zatem, w przypadku gdy przewoźnik jako przyczynę opóźnienia lub odwołania samolotu wskaże złe warunki meteorologiczne, dokładnie sprawdzić czy zaistnienie siły wyższej w stosunku do naszego lotu rzeczywiście miało miejsce.